XI Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku już w dniach 11-15 sierpnia 2017 w Poznaniu

Świ(e)ęt(n)e nalewki?

Wszyscy dobrze znamy mszalne wino, ale czy ktoś próbował kiedyś świętej nalewki?

Historia Benedyktynki rozpoczęła się wieki temu, a dokładnie w 1505 roku, kiedy to jednego z normandzkich klasztorów przybyła grupa mnichów z opactwa na Monte Cassino. W grupie tej znalazł się pochodzący z Wenecji brat Bernardo Vincelli, który dzięki znajomości roślin oraz sposobów i technik ich destylacji wynalazł wiele receptur, m.in. recepturę leczniczego napoju, składającą się z ziół i korzeni zalewanych rumem. Napój ten był określany mianem „cordial”, czyli środek wzmacniający, nasercowy. Ten „cudowny napój”, jak go początkowo określano, służył do leczenia chorych, ale szybko zyskał uznanie również wśród zdrowych, nienarzekających (zapewne jeszcze!) na żadne dolegliwości smakoszy. Legenda głosi, że pierwszy mnich, który go skosztował, krzyknął podobno z zachwytem: „Deo optimo maximo!” („Bogu najwyższemu chwała!”).  

Pierwotna receptura Benedyktynki Vincellego była przekazywana (przede wszystkim wśród braci zakonnych) i z biegiem czasu modyfikowana w oparciu o doświadczenia medyczne oraz składniki dostępne w danym miejscu. Niektóre zioła zastępowano innymi, kolejne dodawano, uzyskując rozszerzone i wzmocnione działanie oraz wpływając na finalny smak i aromat. W konsekwencji w różnych klasztorach powstały znacznie różniące się od siebie wersje tego specyfiku. 

W tej tradycji zakorzeniona jest także Benedyktynka (we wszystkich swoich odmianach, o których nieco dalej), wytwarzana przez Opactwo Benedyktynów w Lubiniu. Trunek ten oparty jest na 21 składnikach ziołowych, nadających jej (oprócz smaku) także zdecydowanie leczniczy charakter. Działanie Benedyktynki ukierunkowane jest przede wszystkim na dolegliwości i schorzenia układu pokarmowego (bóle, niestrawności, nieżyty, stany zapalne, wzdęcia, zgagę, itp.). Równie dobrze sprawdza się jednak także jako środek wzmacniający, rozgrzewający, uspokajający, kojący migrenę oraz polepszający sen. Bogata w smaku i aromatach, o pięknym miodowo-oliwkowym kolorze, jest uosobieniem najważniejszego przesłania reguły Benedyktynów: „aby we wszystkim Bóg był uwielbiony”.

Benedyktynka w wersji „Galla Anonima” to ekskluzywna wersja Benedyktynki ziołowej, charakteryzująca się wyrazistym bukietem. Ma półwytrawny, głęboki smak, z wyraźnymi nutami goryczy. W sprzedaży dostępna jest w ozdobnych 0,5 l butelkach z ciemnooliwkowego szkła i z charakterystycznym mosiężnym krzyżem lub w karafkach. Nazwa nadana została na pamiątkę benedyktyńskiego mnicha-kronikarza, który związany był z opactwem lubińskim.

Benedyktynka „Od siedmiu boleści” jest z kolei łagodnie słodka, z delikatnym posmakiem goryczy. Działa dobroczynnie na układ pokarmowy, poprawia samopoczucie i pomaga zasnąć. Sprzedawana jest w płaskich oranżowych butelkach ze szkła farmaceutycznego o różnych pojemnościach, a także w wersji miniaturowej (20 ml). 

Dwie Benedyktynki o smaku anyżowym, będące kompozycjami 17 ziół to „Do rany przyłóż" oraz „Awdańca opata”. Obie działają wzmacniająco i uodparniająco. Mają ponadto właściwości rozgrzewające i przeciwprzeziębieniowe. Łagodnie słodkawa (bez nuty goryczy) „Do rany przyłóż" będzie doskonała na okolicznościowe spotkania, a także jako dodatek do kawy, lodów, deserów, itp. Szlachetniejsza, mocniejsza i półwytrawna „Awdańca opata" to trunek dla bardziej wybrednych smakoszy. Jej nazwa ma upamiętniać opata Stanisława, który zarządzał lubińskim opactwem na przełomie XV i XVI wieku, a pochodził z rodu wielkopolskich możnowładców – Awdańców. 

Opactwo Benedyktynów w Lubiniu produkuje również różne smakowe nalewki: cytrusową, aroniową, jeżynową, tarninową, kawową, z kwiatu bzu czarnego, berberysową, dereniową, imbirową, z głogu, z pokrzywy i z nawłoci. Także i one, poza swoimi właściwościami zdrowotnymi wynikającymi z użytego surowca roślinnego (m.in. są źródłem witamin, minerałów), po prostu dobrze smakują!  

„Benedyktynka i nalewki owocowe to nasze własne receptury oraz ponad 500 lat tradycji. Okres leżakowania naszych trunków to ponad rok” - chwali się o. Patryk Ostrzyżek z Opactwa Benedyktynów. Jeśli ktoś nie miał wcześniej okazji, to warto spróbować tego wiekowego napoju i przekonać się, czy i nam, tak jak ludziom przez pięć poprzednich wieków, przypadnie on do gustu. Zresztą… Benedyktynki nie trzeba tylko i wyłącznie pić. Może równie dobrze służyć jako wyśmienita i szlachetna… przyprawa do przygotowywanych przez nas potraw, co znakomicie udowodnił m.in. Wojciech Modest Amaro w czasie kulinarnych „potyczek z Benedyktynką”, jakie miały miejsce w lubińskim klasztorze w ubiegłym roku.

 

 

 

 zdjęcie ze strony www.benedyktynka.pl 

Podziel się ze znajomymi: